w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

14 lutego 2015

zwrot akcji

Jeśli jest skutek, jest też przyczyna.
Zawsze. Czasami tylko nie mamy możliwości tego dostrzec.
Wczoraj byłam ostatni dzień w pracy. Dziś rano miałam przemierzać Polskę wszerz (wyjazd ustawiony od dwóch miesięcy). A po kilku dniach przebyć równie długą drogę powrotną. Zaplanowałam, że zabiorę ze sobą druty i trzeci raz zrobię tę "samą" czapkę (robię, noszę, pruję, robię, noszę, pruję...). Maszyny i szmatek nie chciałam dźwigać.
Wieczorem, załamana perspektywą pakowania, "doprowadziłam" ;) do tego, że nigdzie dziś nie pojechaliśmy. Poza tym drzewo jest już w lesie. Skoro dziadki są u wnuczka, nie ma sensu wieźć wnuczka do dziadków. 
Dostałam zielone światło na codzienne trzygodzinne szycie. UFO-k poszedł w kąt, rzuciłam się na cięcie jeansów. Tapczan M. będzie miał nowe wdzianko. Dziecko ma odczuć, że matka poświęca Mu czas w ferie.
Bolą mnie ręce od cięcia.
Gdybym wyjechała, nie bolałyby.

8 komentarzy:

  1. Też by bolały, tylko nie od cięcia a od drutów :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednym słowem szyju szyju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szyju, szyju :D
      Skojarzyła mi się anegdota księdza Twardowskiego o księdzu, który rozmawiał w więzieniu z mordercą. Psycholog poradził by mówił tak, jak do dziecka, wtedy będzie zrozumiały. Ksiądz wziął sobie do serca i powiedział "Cio to, cio to, bęc mamusię, bęc tatusia, a dziadula dylu dylu?
      :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. muszę zapamiętać, to są najlepsze życzenia dla każdej szyjącej :)

      Usuń
  4. :) Ja tu bywam i czytam co u Ciebie :) Fajnie masz... " zielone na światło na codzienne trzygodzinne szycie"! Ojaaacieee...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*

      i z trzech godzin robi się sześć

      Usuń