w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

6 maja 2015

tour de patchwork

Tak sobie pikuję, pikuję i pikuję (szyjny złowieszczo chrobocze)
i myślę sobie, myślę i myślę (i Ameryki nie odkrywam),
że w tworzeniu quiltów  jest kilka etapów; coś jak stworzenie świata.
I nie chodzi mi o szycie topu, robienie kanapki, pikowanie i lamowanie. Chodzi o możliwość zmiany, o odwracalność. Im bliżej końca, mniejsze pole manewru. Na koniec można się cieszyć. Albo być mocno rozczarowanym. Ciężka praca idzie na marne. W myślach rozwodzimy się z patchworkiem na "wieki wieków amen" i uznajemy, że nie potrafimy, nie umiemy i pieprzymy taką robotę. Zniechęcenie. Totalne.

Etap pierwszy.
Wszystko jest możliwe. Mamy materiały. Nic nie jest jeszcze pocięte. Teoretycznie przed nami dużo opcji.

Etap drugi.
Zapada decyzja o bloku. Zszywamy. Mamy kilka. Już coś się klaruje. Można jeszcze koncepcję zmienić. Dodać inny materiał. Zmienić układ. Piłka w grze.

Etap trzeci.
Top gotowy. Jeśli coś nam się nie podoba, można jeszcze wierzyć, że zmienimy zdanie po pikowaniu.

Etap czwarty.
Po niełatwej decyzji w sprawie wzoru pikowania i wypikowaniu części pracy może się okazać, że "nie tak miało być". Można podjąć heroiczny trud prucia, a można też zagęścić pikowanie (coś jak w tatuażu, badziew zakrywamy lepszym). Wypikowany patchwork zostaje tylko oblamować. Nie ma odwrotu. Można się jedynie pobawić kolorem i szerokością lamówki.


Do czego to ja zmierzam?

Czasami lepiej nie zaczynać.
Ani patchworku.
Ani pisania.

Marudzę, bo zmęczona czekam na siódmy dzień. Chcę szyć następne.

12 komentarzy:

  1. Taka prawda, takie życie (szycie)... Nie pękaj, Jo :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jo trzym się :)
    w kołderkowie mówiłyśmy "w takich razach" - że jeśli Ci się uszyty potwór nie podoba, to daj mnie,,, przygarnę :)
    więc w razie co - poszukamy rodziny adopcyjnej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. heh, a ja po panikach różnych związanych właśnie z tym, że jak zrobione to już koniec, odkryłam, że żaden koniec, bo przecież można pruć. pikowanie też. od razu jakoś tak lżej mi się zrobiło :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię pruć, ale to tysiąc kroków do tyłu, no szkoda czasu...

      Usuń
  4. ja bym uznała, że tak ma być, nie ma prucia do zera ... widziałaś kiedy kucharkę zadowolona ze swego obiadu???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wyobrażam sobie prucia do zera
      poddałabym się

      Usuń
  5. CHWILOWE zmęczenie, zniechęcenie - i tak bywa..., ale z każdego niepowodzenia można wyciągnąć wartości pozytywne, nie tylko te złe. Ściskam i wiem, że będziesz zaczynać i oczywiście kończyć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hahah :*
    powiem tak - JAK JA CIE LUBIĘ! :D

    OdpowiedzUsuń