w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

7 czerwca 2015

siła komplementu

Sąsiadkę widuję kilkanaście razy w roku. Ostatnio trochę częściej, więc licznik podskoczy. 
Ma w mieszkaniu magnes; gdy M. był młodszy, często pytał, czy może iść do pani sąsiadki. I ze dwie, może trzy, sąsiedzkie wizyty zaliczył. Sam. My zamieniamy parę słów na klatce schodowej. Czasami przekazuje mi paczkę od kuriera. Cukru nie pożyczamy. Łączy nas tylko wspólne piętro i dzień dobry.
Jakiś czas temu sąsiadka związała się. Oboje wyglądają kwitnąco, choć wiek już nie ten i widać, że są z jednej bajki. Ze dwa tygodnie temu nadarzyła się okazja i powiedziałam Jej o tym, zmieniając bajkę na glinę, czy coś w podobnym stylu. Pod wpływem impulsu powiedziałam, nie było raczej wyrafinowane.
W środę dostałam pudło sałaty i boćwiny. Pomyślałam, że ma ogromną nadwyżkę i pan chyba ma działkę.
Wczoraj dostałam wiaderko truskawek i ciasto z rabarbarem.
Przy cieście mnie olśniło. 
Nowy związek jest dla pani sąsiadki bardzo ważny. Dzięki temu mogłam na śniadanie zjeść ciasto.




Nie pasuje, ale chodzi za mną od paru dni.
A może i pasuje. Nie rozgryzłam pana.



4 komentarze:

  1. Wspaniale mieć tak rozwojowe sąsiedztwo! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. sąsiedzi na wagę złota?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się, co powiedzieć, żeby dostać obiad ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzielone szczęście się mnoży... z tym obiadem, nie przesadzaj, jest szczęśliwa ale chyba....nie zamierza się zarobić :-)

    OdpowiedzUsuń