w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

13 września 2015

jak nie zostałam Vivienne Westwood

Szycie na overlocku wywołało natrętną falę wspomnień z dzieciństwa.

Miałam zakaz zbliżania się do maszyny. Dorwałam się kiedyś, gdy mama wyszła po zakupy. Przecięłam dzianinową sukienkę w pół i chciałam zrobić bluzkę i spódnicę. Proste, nie? Pech chciał, że na samym początku szycia skończyła mi się nitka w bębenku. Nigdy nie zapomnę poziomu adrenaliny, paniki i pośpiechu, w jakim czytałam instrukcję. Udało się nawinąć szpulkę, nawlec igłę i nie zwariować. Zdążyłam z szyciem przed powrotem mamy. 
Od tamtego momentu stałam się nadwornym przeróbkowym i naprawiaczem. Wszystko metodą prób i błędów. Mama nie ingerowała. 

Kilka razy porwałam się na uszycie czegoś od podstaw.
Pierwsza była spódnica na wzór z Lambady. Dziś już wiem, że miałam wtedy 13 lat, archiwum Listy Przebojów Trójki uzupełniło braki w pamięci.
Dostałam od mamy białe prześcieradło, kupiłam kilometry gumki (wykombinowałam, że góra będzie dobrze dopasowana z gumkami i nie będzie to trudne do uszycia) i uszyłam. Pamiętam, jak męczyłam się z przeciąganiem gumek przez wąskie tunele. Spódniczka była bardzo udana, mogła robić za opaskę uciskową na żylaki. Nie wiem, jak wyglądała na człowieku, nie udało mi się w nią wcisnąć. Pamiętam rozczarowanie i rozpacz. Miałam czarować kiecką na koloniach, z planów podrywowych nici.

Drugą spódnicę uszyłam z materiału w szkocką kratę. Materiał zabytkowy, po prababci. Jak szkocka krata, to spódnica plisowana. Dałam radę. Tylko nikt mi nie powiedział, że kanty w zakładkach robi się jakimś specjalnym urządzeniem. Dziś bym pewnie przeszyła wszystkie przy samych krawędziach. Nałożyłam spódnicę raz, a potem pożyczyłam koleżance (głupia ja). Nie oddała. Żal mi materiału po prababci.

Była jeszcze sukienka na podstawie wykroju z Burdy. Zlekceważyłam jeden bardzo istotny w moim przypadku wymiar i sukienka (tym razem z błękitnego prześcieradła) była tylko do stania z opuszczonymi rękoma. Dałam radę przez całą komunię młodszego brata, siejąc w kościele zgorszenie (błękitna mini i białe drewniaki). A do Burdy zraziłam się na długie lata.

Ciągnęło mnie do maszyny cyklicznie, oprócz tego chodziłam do szkoły, czytałam, robiłam na drutach, haftowałam, psułam krew.
W ósmej klasie wyartykułowałam, że chciałabym zdawać do technikum odzieżowego w Białymstoku (na zimowisku poznałam amanta z Białegostoku), jakieś 150 km od rodzinnego domu. Rodzice nie wykazali entuzjazmu: "chcesz, to sobie zawieź dokumenty" - obrażony tato, "będziesz miała pokłute palce, zepsujesz oczy, masz krzywy kręgosłup" - mama. Nie pojechałam. Nie było czym. Mogłam okrężną drogą, z przesiadką w Warszawie, co dawałoby jakieś 350 km, a trzeba uwzględnić, że miałam 15 lat i nie byłam wystarczająco zdeterminowana, by realizować plany na całe życie.

Nie umiem "szyć". Brakuje mi podstawowej wiedzy z zakresu konstrukcji, technik. Lekceważę zasady, bo ich nie znam. Jestem w tych swoich próbach po prostu arogancka. Wściekam się potem, że nie wyszło. Jak mogło nie wyjść?! Ano mogło! Dziś już wiem, że dopasowane do figury ubranie to przede wszystkim dobry wykrój. Ale zbyt często nie chcę o tym pamiętać.
Chcę żeby mnie ktoś nauczył, muszę tylko trochę poczekać na sprzyjające okoliczności. I nikt już mi nie powie, że mogę sobie zawieźć dokumenty, bo to już akurat wiem, że mogę. 
A wtedy się dowiem, jak zrobić prawidłowo podkrój szyi, czy jak to się tam nazywa, i jedna stójka nie zepsuje całej bluzki.
etap prucia
Przez moment myślałam, że mam talent; pierwsza w życiu listwa i pierwsza stójka.

Jak uszyć pionowy rozpierdaczek dowiecie się tutaj
Jak skroić stójkę dowiecie się tutaj

Prucia uczy życie.






30 komentarzy:

  1. A może prucie uczy życia? ;). Powodzenia w dalszych próbach i uszytkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może i uczy, ja się buntuję :)
      dzięki!

      Usuń
  2. Od tej strony Cię jeszcze nie poznałam:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy spódniczce Lambada bryzgłam jarmużem po lapku....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda? :D chichram się do kompa

      Usuń
  4. Jo - overlocka nie znam w ogole, ale poczatki szycia mialam podobne: z po moca babci, malomiasteczkowej krawcowej, podczas ferii szkolnych uszylam koszule z KOLNIERZYKIEM NA STOJCE! Wyszla niezle... I prosta spodnice bez paska, ale z suwakiem. Po powrocie do domu z rozpedu uszylam mamie spodnice z polkola, z materialu w kratke - dopiero przy wszywaniu suwaka odkrylam, ze sie kratki na jedynym szwie nie zgadzaja. Potem juz tylko haftowalam I dziergalam...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę terminowania u babci. Z wielką chęcią bym gdzieś się podczepiła, ale kto przyjmie bez obaw takiego starego ucznia.

      Usuń
  5. uparte z Ciebie zwierze:) Twoja historia mnie urzekła ... hi,hi,hi ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje krótkie teksty są doskonałe, te długie-znacznie lepsze.
    Wiem, że cierpiałaś, lałaś łzy, ale ja się ubawiłam świetnie. Dystans cenię głęboko.
    Dawaj więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ogromną przyjemność mi sprawiłaś

      dam, jak przyjdzie sygnał z satelity :)))
      już myślałam, że się wypstrykałam z wszystkich słów

      Usuń
  7. Spódnica do Lambady poprawiła mi humor na cały dzień :) Gdyby jednak coś mi go zepsuło, to wystarczy wrócić do Twojego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie sądziłam, że wyjdzie śmiesznie :)))

      Usuń
  8. Ale przywołałaś wspomnienia, z przyjemnością obejrzałam Lambadę. Ja również szyłam od dzieciństwa, metodą prób i błędów, teraz po latach próbuję podszliwować warsztat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja próbuję
      a Lambady nie obejrzałam
      budzi we mnie złe emocje

      Usuń
  9. dobrrrre :D

    Ale ta stójka wcale niezła, czemu sie czepiasz? Ja bym nosiła z dużym zadowoleniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za dużo dzianiny było i pod stójką robiła się zakładka, 4 mm robią różnicę
      poprawione, przestestowane
      nikt nie zwrócił uwagi, więc przynajmniej jest równie dobre jak z Chin ;)

      Usuń
  10. Jo, uwielbiam Cię :)
    świetne historie, skrojone słowami genialnie... jesteś niemożliwa!
    a spódnica do lambady zaskutkowała u mnie chichotem niepohamowanym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia nigdy bym nie pomyślała, że ktoś będzie mnie z chęcią czytał. Pomyślałam, że sobie tu popiszę jak do pamiętnika.

      Usuń
    2. lubię Twoją perspektywę, dystans, sedno twarde jak orzech :) po prostu....

      Usuń
  11. Świetny tekst, ale super mi się go czytało!
    Zatęskniłam za patchworkowymi blogami (miałam nie zaglądać w moje wakacje ;)), popatrzyłam, poczytałam i pomyślałam, że fajnie będzie wrócić z wakacji :)))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gosiu :)
      wracaj, wracaj, trzeba podbijać internety
      napiszę w następnym poście

      Usuń
  12. No nieźle, a wyglądasz na taką co siatkę konstrukcyjną ma w oku :)

    Ale nie desperuj - sama widzisz z komentarzy, że początki zawsze są trudne. Pamiętam jak mi było przykro, że mamusia nie założyła do pracy bluzeczki, którą uszyłam jej w prezencie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Bożenka! Ja to robiłam z zamkniętymi oczami i dlatego wyszło krzywo :D

      Są trudne, są. Łatwo się zniechęcić.

      Mamusia się nie poznała :D

      Usuń
  13. Popłakałam się ze śmiechu. W dodatku czytając o Twoich początkach miałam małe dejavu ;) Nie wpadłam tylko na odzieżówkę...Ale pokłute palce, skrzypiący kręgosłup, czemu nie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Super historia...taka z dusza
    A stojka jest swietna i na pewno lepsza jak z Chin!!! I kwiatuchy takie Twoje :-)

    OdpowiedzUsuń