w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

22 października 2015

patchworkowa rodzina i schizy z tym związane

Moje dziecko żyje w rozkroku, na dwa domy. Sprawy są podzielone, pomnożone, wymieszane i pokojowa egzystencja wymaga samodyscypliny. Mojej samodyscypliny. I trzymania języka za zębami.

M. zaskoczył mnie wczoraj pytaniem, kiedy będzie miał półmatkę. 
Nie byłam przygotowana, ani ja, ani moje zwichrowane komórki, zmartwiałam, zawiesiłam się i w końcu wydukałam: "o co Ci, synu, chodzi?".
"Nooo, o półmatkę". 
Od słowa do słowa wyciągnęłam z dziecka, że idzie mu o miętowy balsam do ust.

Czy ja żyję w stresie?
Już sama nie wiem.

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. jeszcze do tego nie dojrzałam :))

      Usuń
  2. Tak hartowała się stal - dziecko dba o regularną gimnastykę Twoich komórek nerwowych. Brawo Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ruska stal - gniotsia, nie łamiotsia ;)

      Usuń
  3. Jesoo, no to Młody wystrzelił! W tej sytuacji nie dziwię się chwilowej palpitacji.
    Za to określenie "patchworkowa rodzina" bardzo mi się podoba. To tak jakby zobrazować, że łatane może być piękne, nawet jak jest trochę krzywo albo z odzysku :-) I tego się trzymaj :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak,przy takim życiu w rozkroku i twardej samodyscyplinie można się zestresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję patchworkwanda za zrozumienie

      Usuń
  5. młody to twój klon... mały mistrz riposty - no to czego się spodziewałaś.... łatwo nie będzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie straszno i śmieszno ;)

      Usuń
  6. Półmatka... Tak, gdyby mnie córa o coś takiego spytała to bym padła i nie jestem pewna czy powstała. A wszystko z tej samodyscypliny i trzymania języka. Mam nadzieję, że są takie miejsca gdzie możesz potem to wszystko wywalić bez dyscypliny...

    OdpowiedzUsuń
  7. o matko Półmatko! :))
    gimnastyka umysłu i języka godna miSZCZów :)
    ściskam, rozumiem... i cieszę się, że teraz są patchworkowe rodziny... a nie te "rozbite" jak kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam mieszane uczucia
      ja mam po prostu rodzinę
      M. jest z rozbitej
      myślę, że ta nowa nazwa po jakiejś części miała wpłynąć na samopoczucie najbardziej winnych; to już nie brzmi tak źle, to jest prawie egzotyczne

      Usuń
  8. Satyra w krótkich majteczkach...
    Hmm, czyli wystarczyło z dziecięciem pogadać i wszystko się wyjaśniło... Dobrze, ze komunikatywna jesteś ;), wytrwałości życzę, pewnie jeszcze niejeden taki występ Cię czeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najtrudniej będzie, gdy młody dotknie sedna sprawy i zacznie pytać o scenariusz

      Usuń
  9. No co Ty dziecku jeszcze pomadki nie sprawiłaś ;)
    Mój młodszy zawsze pyta gdzie jego "świnka" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę Jo, ze ta nowa nazwa dotyczy raczej rodzin zszytych, a nie rozbitych. Bo są i takie i takie, zależnie od historii rozstań. Naprawdę bardzo mi przykro, ze ta twoja historia należy do ogromnej większości nieudanych. Dla mnie koniec jednej historii jest jednocześnie początkiem innej, a ze jestem optymistka... Z całego serca życzę ci samych dobrych początków! I słodkich pomadek (jeśli miętowe to tylko After Eight!)

    OdpowiedzUsuń